Moje wewnętrzne odczucia mówiły że wszystkie trzy rany wlotowe zostały zasklepione także problem upływu krwi miałem z głowy, niestety nadal cholernie uwierały mnie same kule a uczucie to nie należało do najprzyjemniejszych.
Postanowiłem sprawę z ową panią rozwiązać na jej korzyść, wydawała się być mocno zszokowana tym co zobaczyła, więc nie mogła to być wspólniczka mojego prześladowcy, do wyboru pozostały zatem dwie opcje. Ciekawe dlaczego nie krzyczała, czy była aż tak zszokowana? Nie co dzień dane jest człowiekowi zobaczyć gargoile, znacząca większość ludzi nawet nie wie o naszym istnieniu, w sumie to i lepiej.
Plan był taki, nie będę ukrywać, że jestem ranny, nie będę również udawać martwego, to ostatnie wychodzi mi bardzo dobrze, ale jakoś nie przepadam za wizją zostania preparatem w formalinie. Jak podejdzie bliżej i skieruje broń w inną stronę będzie miała kłopoty. Jak pomyślałem tak zrobiłem, kobieta stała jeszcze dobre pół minuty w drzwiach po czym zrobiła krok do przodu celując skrupulatnie nadal we mnie, zbawienna ochrona drzwi pozostała za nią, zacząłem powoli napinać mięśnie. Zastanawiałem się jak optymalnie będzie uchylić się przed ewentualną kulą, pozostawało również pytanie jak szybko strzela.
Na korytarzu otworzyły się drzwi windy, to był moment przewagi który uznałem za stosowny, zacisnąłem zęby, wszystkie mięśnie już wcześniej były napięte do granic możliwości, ona nie mogła tego widzieć bo moja skóra była zbyt gruba. Lewym ramieniem podparłem się wyrzucając cały tors do góry i w prawą stronę, prawym skrzydłem które dotychczas nakrywało podłogę machnąłem w jej stronę tak aby wytrącić pistolet i nie pogruchotać jej dłoni. Manewr się udał, no prawie się udał, zdążyła strzelić w miejsce gdzie chwile wcześniej trzymałem głowę, wtedy pistolet został wyrwany z jej rąk i poleciał w stronę małej komódki. Ja przeklinałem w myślach głupotę mojego pomysłu, czując potężną fale bólu praktycznie odbierającą mi władze w wszystkich kończynach.
Z tej kobiety była drapieżna bestia, w chwili kiedy zdała sobie sprawę co się stało skoczyła kocim susem przekręcając się w powietrzy, dla mnie wyglądało to lekko komicznie ale cóż począć pewnie tak się uczyła rozwiązywać problemy. Dopadła pistolet leżący koło nogi komódki przekręciła się jeszcze raz i wycelowała ponownie w moją stronę. Teraz w jej oczach widać było strach.
- Jesteś pewna, że ta broń nadaje się jeszcze do strzelania ? – zadałem, słysząc jak jej serce nabiera szaleńczego tępa, gotowe jeszcze wyskoczyć – szkoda by było aby wybuch w twoich dłoniach, naprawdę starałem się go uszkodzić a nie twoje dłonie.
robisz to specjalnie tak? nęcisz, kusisz, człowiek się zachwyca i widzi… koniec… gdzie reszta? chcę więcej i więcej :)
:]