W pokoju panował półmrok, odrobina światła z ulicy oraz światła z budynku obok odbijały się o sufit i ściany tworząc swoiste wzory. Księżyc dziś nie brał udziału w walce o jasność. Leżałem na zaimpregnowanych i polakierowanych deskach, były przesiąknięte zapachem stóp oraz płynów do czyszczenia, ten ostatni, jak dla mnie, miał obrzydliwą woń i chciało mi się wymiotować. Problem polegał na tym że miałem poważne rany, w prawym płucu tkwiły dwie kule, a trochę powyżej wątroby jeszcze jedna.
W zasadzie to miałem dużo szczęścia, kule które tkwiły w płucu nie były śmiertelne, wytrzymałość organizmu mojego była znacznie większa niż ludzi, zresztą cały mój gatunek był taki. Nikt z nas nie chodził do lekarza czy szpitala, choroby, rany, urazy dzieliły się na śmiertelne oraz drobne zadrapania. Tą ranę mógłbym zakwalifikować do drobnych zadrapań przy założeniu że nikt nie każe mi latać.
W tym pokoju wylądowałem od przez przypadek postrzelony przez strzelca wyborowego który na mnie polował od dwóch tygodni, bawiliśmy się w kotka i myszkę wzajemnie pokazując kto jest lepszy w technice kamuflażu, kto ma więcej cierpliwości. Chwilowo prowadził on. Problem polegał jednak na tym że wylądowałem w pokoju na wysokości dwudziestego czwartego piętra i nie bardzo wiedziałem do kogo należy ten pokój, już nie mówiąc o tym że ten myśliwy przypuszczalnie podąża teraz do tego budynku bo widział jak upadałem. Moja jedyna przewaga kryje się w tym że on nie wie który to apartament.
Swoją drogą ciekawe jakiego rumoru narobiłem wpadając z szybą do środka. Było dosyć późno i na pewno hałas tłuczonego szkła oraz jego odłamki spadające prawie sto metrów w dół wywołały czyjś niepokój.
Kałuża krwi powiększała się powoli, jej drobinki wnikały w szczeliny między deskami, jęzory pełzły przed siebie szukając miejsca swego pochówku. Należy wam się wyjaśnienie że kolor i charakter mojej krwi znacząco się różnił od waszej, była nieznacznie gęstsza, miała barwę burgund zmieszanego jakby z płynnym złotem, nie potrafię tego lepiej opisać bo nie zwykłem się jej przyglądać. Za to miał bardzo specyficzną cechę, gdy opuszczała nasze organizmy najdalej po dwóch minutach stawała się martwa, tzn zamieniała się w coś przypominające zastygłą rdze.
Oddychanie nie sprawiało mi obecnie radości. Przypomniały mi się szkockie łąki, ich przepyszna zieleń, cudownie mokre powietrze które doskonale wypełnia płuca, gęste chmury w których można się świetnie bawić, bliskość oceanu, obiecałem sobie, gdy tylko wyjdę z tego cało muszę ponownie odwiedzić te tereny. Ciekawe ile się zmieniło na przestrzeni wieku, to będzie pewnie sporym zaskoczeniem dla mnie ile terenu ludzie wydarli naturze.
Z czego on do mnie strzelał, to raczej nie była „50”, bo kule zrobiły by ze mnie miazgę a może nie chciał mnie zanadto zniszczyć, hym… trzeba by się mu bliżej przyjrzeć.
Dziwne w takiej sytuacji robić plany na przyszłość, to raczej nie na miejscu, warto by zadbać o swój tyłek w chwili obecnej bo z planów nici.
Podniosłem się na prawym ramieniu, nie to był zdecydowanie głupi pomysł, szpila bólu znalazła swoje zakończenie w mym mózgu tak donośnie że aż straciłem wzrok na chwile, zrobiło się jasno przed oczyma. Błąd to nie zrobiło mi się jasno z bólu ale ktoś zapalił światło w pokoju, tęczówki zwężyły się gwałtownie. W drzwiach stała kobieta, mogła mieć jakieś trzydzieści ludzkich lat, w dłoni trzymała broń, jaką nie wiem. Była ubrana dosyć szykownie jak na mieszkankę tego budynku przypadało, pytanie czy to była mieszkanka i właśnie wylądowałem w jej pokoju robiąc sporo zamieszania czy też był to wspólnik mojego prześladowcy albo po prostu ochrona budynku. Sprawa nie wyglądała kolorowo, każda kolejna kula zmieniła by stan obrażeń z przysłowiowego zadrapania na śmiertelne.
c.d.n.
chcieć więcej!!! :)